piątek, 13 lipca 2018

Szare żcyie, szara śmierć

Na skraju lasu
załamany,
nagi,
bezbronny,
stoi sam,
biedny pień.

Wyrok wydano
głowę ścięto
tortury zadano
lecz życie się tli,
przywiązany korzeniami.
Choć w bezruchu
chce być.
Wśród swoich,
spokój,
miłość,
bez nadziei
chce być.
Już zadecydowano
bez niego
bez skrupułów
Bo tak!

Dodaj mi sił

A gdyby tak uwierzyć,
spojrzeć w słońce i oczu nie mrużyć
Oddać wszystko i polecieć
Ponad głowami
nie zahaczać o kominy
Lekko, na palcach,
bez pośpiechu,
na wydechu,
unieść się w górę,
z gracją zawirować
i żyć. 



Stary kufer

Wystawiony przed dom,
Stracony na zagładę.
Krople deszczu
Rany zadają.
Zniechęcony
Czeka na śmierć.
Widział tak wiele,
teraz ostatnie daje tchnienie.

Przeprowadzkę ziścił,
łzy schował na dnie
Wygląda tęczy,
Szuka wiatru.
Swoje zrobił,
Czeka na śmierć.
Wspomnienia wymazuje.

O glupoto!

Słowem i gestem
Zostałam spoliczkowana.
Bez przemocy,
Bez siły,
Tak po prostu,
Na życzenie.
Nadzieją okryta
Prosto w twarz.
Bez wahania.

Zażenowanie.
Kobiecość umarła
Nie wierząc już
W życie po życiu.
Zwyczajna nicość.
Pustka
Wypłukana do dna
Jedna chwila
Łzy wypalają
I po cichu
spływają do gardła.
O głupoto!
Cegły z rozbiórki
Rzuciłaś mi na grzbiet.
Przybiłaś do ziemi.
Sięgnęłam dna.
Z twarzą w błocie
Oderwać się wstydzę.
Podnieść głowę
I swe oczy pokazać,
Zwyczajnie nie umiem.
Padłam jak żołnierz
Co chciał zwyciężyć
I radość komuś dać.
A miały bić dzwony,
Euforia,
I szczęście,
I co?
Myśl o sobie.
Głupia!


Aktor

Ogrom miłości,
Oczy szukające moich.
Dotyk namiętności,
Nie skrywany wcale.
Serce z dumy pęka
Takie szczęście.
Tyle uwagi
I tyle gestów
Tylko my
Miłość jedyna
Prawdziwa taka.
Lecz gdy widzów brak
Gesty już nie te.
Zimno mi.

Stało się!

No i się stało,
Nostalgia coś szepcze,
Monotonia się śmieje.
Obie nieproszone
Rozsiadły się wygodnie,
I po cichu z nas drwią.

Mam ochotę je wyprosić,
Że już starczy, że już dość,
Żeby sobie poszły stąd.
Te chichoczą
I beszczelnie patrzą w twarz.
Z uciechą wielką,
Rzadzą i sterują.
Scenariusz
kolejnego dnia piszą.
Dość! Idźcie stąd!
Sami naszkicujemy nowy czas
Już naostrzyłam ołówek.

Dlaczego?

I nagle stałam się siostrą,
Koleżanką,
Wsparciem,
Pewnikiem.
Zabijasz mą kobiecość
Pewność siebie,
Budzisz zwątpienie
Co w gardle dusi.
Gdy kotara nocy
Spojrzenia ukryje,
Myśli plączą się
Wokół szyi.
W gęstości nocy
Wyszukuje światła.
Chce zdjąć koszulkę
I zatańczyć walca.
Twój śmiech.
Słyszę go teraz.
Brzmi radośnie,
Jak dziecko w cyrku
Spocone spojrzenie
Utknęło w podłodze
Pąsowe policzki
Szukają chłodu.
Dlaczego ?